Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

Wersja beta

Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

Wersja beta

Teatr NN

Biedak i siła nieczysta

V. Dymshits, red. "Evreiskie narodnye skazki, predaniya, bylichki, rasskazy, anekdoty, sobrannye E.S. Rajze" , St. Petersburg 2000. „Biedak i siła nieczysta”, zapisano na podstawie wspomnień S.Ch. Bejlina, który dzieciństwo spędzil w Nowogródku.

Biedak i siła nieczysta

W dawnych czasach, kiedy o kolei jeszcze nikt nie myślał, a urzędy pocztowe były wielką rzadkością, w jednym miasteczku żył Żyd, którego profesja nazywała się „piechur”. „Piechurowi” przekazywano listy, przesyłki, pieniądze jak posłańcowi, a on dostarczał je do sąsiednich wsi, miasteczek, posiadłości i miast, za co otrzymywał małe wynagrodzenie. Zarobek jego był niewielki, gdyż chodził piechotą i pracę swoją wypełniał wolno. Obciążony był też wielką rodziną: mnóstwo dzieci, w tym bardzo małych, więc nic dziwnego, że był bardzo biedny. Jako sprawiedliwy Żyd cierpliwie znosił jednak swój los. Inaczej niż jego żona. Ona, odwrotnie, cały czas skarżyła się na biedę i często męczyła swojego męża utyskiwaniami: dlaczego nie chce on pomyśleć o tym, jak wydostać się z biedy? Na podobne uwagi żony biedny „piechur” nie odpowiadał, a tylko niżej spuszczał głowę i ciężko wzdychał. Pewnego razu, w nocy z soboty na niedzielę, kiedy nieszczęsny „piechur” nie mógł już znieść dokuczania żony, założył czapkę, przewiązał pas szarfą, wziął w ręce nieodłączny kij i poszedł, aby snuć się bez celu po ulicach miasteczka. Spędziwszy tak jakiś czas, niezauważenie znalazł się w głuchym miejscu za miasteczkiem, na grobli za osadą. Miejsce to było uważane za nieczyste. Nie daj Boże trafić tutaj nocą, a tym bardziej w czasie pomiędzy Pesach a Szawuot, albo w nocy ze środy na czwartek, czy soboty na niedzielę, kiedy, jak wiadomo, nieczysta siła częściej i chętniej ukazuje się i śmielej dokazuje.

Oprzytomniawszy nasz biedny „piechur” zaczął się oglądać wokoło – dokąd to on zabrnął? Ale nie zdążył sobie zdać sprawy dokąd trafił, kiedy nagle ujrzał przed sobą znajomego chłopa - młynarza ze dworu. Porozmawiawszy z „piechurem” i dowiedziawszy się o jego rozpaczliwej biedzie, młynarz zaproponował mu, aby poszedł razem z nim. Powiedział:

-Żal mi ciebie, nieszczęśniku, ozłocę Cię! Nie śmiej się ze mnie, nie jestem pijany. Co z tego, że jestem prostym chłopem, pieniędzy mam więcej niż niejeden pan. Krocz za mną i nikomu nie mów, co zobaczyłeś, bo będzie źle.

-Nu – myśli Żyd – różnie bywa na tym świecie, widocznie Bóg zlitował się nade mną i moimi małymi dziećmi i posłał do mnie tego człowieka, aby pomógł mi w trudnej chwili.

Idą oni godzinę, idą drugą – niczego nie widać, ciemność straszliwa. Nagle Żyd zauważył mrugający w dali ogieniek. Podeszli bliżej, ogieniek jaśniejszy i jaśniejszy, aż w końcu pojawił się  ogromny zamek cały zalany ogniami.

-Krocz za mną i zapamiętuj wszystko co zobaczysz-mówi młynarz i prowadzi drżącego na całym ciele „piechura” do pałacu, a właściwie nie pałacu, a uczty dla oczu! Marmurowe schody, lustrzane komnaty, jedwab i aksamit dookoła a ogromna ilość złota i srebra wala się na podłogach! Idą oni dalej po niezliczonych komnatach, z jednej do drugiej – wszędzie bogactwo i przepych, ale nigdzie nie ma żywej duszy. W końcu przyprowadził młynarz Żyda do najdalszej komnaty bez żadnych upiększeń i mebli. Po środku komnaty stoi rosyjski piec, a na nim siedzi wielki, tłusty kot, mruczy, mruży oczy i myje się łapką. Młynarz odwrócił się do „piechura” popatrzył na niego stanowczo i mówi:

-Chcesz posiąść wszystkie te bogactwa? Wszystko to będzie twoje, jeżeli zaczniesz służyć temu kotu jak Bogu!

Żyd westchnął. Młynarz jest czarownikiem, kot siłą nieczystą, a zamek ze wszystkimi bogactwami diabelskim złudzeniem! I kiedy to do niego ostatecznie doszło, wykrzyknął głośno: Szma Israel!

Patrzy – a tu nagle niczego nie ma, ani pałacu, ani młynarza, ani kota, wszystko zapadło się pod ziemię, a on sam stoi po środku grobli, ugrzązłszy po kolana w gęstym błocie. Z modlitwą na ustach, drżąc na całym ciele z trudem wygrzebał się z błota i pobiegł, nie oglądając się, ku miasteczku. Dobiegł do swojej chaty i przed samymi drzwiami rozciągnął się plackiem. Od strachu dostał silnej gorączki i o mało co nie umarł. Ale los zlitował się nad nim i jego małymi dziećmi: wkrótce wydobrzał i znów wziął się za swoją pracę. „Piechur” dożył do głębokiej starości i dane mu było ujrzeć swoje praprawnuki.

Mapa

Polecane

Zdjęcia

Słowa kluczowe