Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

Wersja beta

Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

Wersja beta

Teatr NN

Opowieść Icchaka (Issie) Hoffmana

Opowieść Icchaka (Issie) Hoffmana (1919-1999), Żyda, mieszkańca Wielkich Oczu

oprac. i tłum. z angielskiego Krzysztof Dawid Majus

Opowieść Icchaka (Issie) Hoffmana

Urodziłem się 30 września 1919 w rodzinie liczącej wraz ze mną ośmioro dzieci. Ojciec miał na imię Dawid, a matka Szajndel. Było nas czwórka chłopców i cztery dziewczyny. Według starszeństwa: Ester, Natan, Anszel, Simon, Mania, Roza, Freda i Issie. Gdy rodziliśmy się nasi rodzice byli bardzo biedni. Żyliśmy w Polsce w miasteczku o nazwie Wielkie Oczy. Moje siostry toczyły boje o to, która będzie mogła zajmować się dziećmi. Jako najmłodszy członek rodziny byłem w tym czasie rozpieszczany na różne sposoby.

Mój ojciec chodził do różnych rolników skupować ich produkty, takie jak wiśnie na drzewach, a mnie wysyłał do ich zbierania, co było bardzo ekscytujące. Czwartek był dniem połowów. Nie łowiliśmy ryb na wędkę, lecz łapaliśmy je do wiklinowego kosza. Rzeczka była bardzo wąska, więc mój ojciec stał na jej brzegu z koszem, a ja byłem przed nim ze specjalnie przygotowanym kijem i naganiałem ryby do kosza. To było bardzo zabawne i ekscytujące.

W tamtym czasie nie było telewizji ani radia, ani żadnych gotowych zabawek. Robiliśmy je sobie sami na różne proste sposoby. Gdy nieco podrosłem widziałem, jak chłopcy z lepiej usytuowanych rodzin jeżdżą na łyżwach. Nie śmiałem prosić rodziców o tak wielki luksus, gdyż wiedziałem, że prośba i tak spotka się z odmową. Wpadłem więc na pomysł. Wziąłem kawałek drewna wielkości mojej stopy, dołączyłem do niego drut wygięty na kształt łyżwy, i przywiązałem sznurkiem do nogi. W ten sposób mogłem ślizgać się dopóki mój ojciec nie zauważył tego i nie wrzucił łyżew do pieca. Uzasadnił to tym, że darłem buty.

Gdy miałem trzy lata zostałem wysłany do chederu. Była to żydowska szkółka, do której uczęszczali wszyscy żydowscy chłopcy do lat trzynastu. Gdy miałem sześć lat zostałem posłany do szkoły publicznej, która była szkołą polską. Chodziłem do niej siedem lat. Gdy ukończyłem 13 lat ojciec załatwił z krawcem, aby nauczył mnie zawodu. Po kilku miesiącach w warsztacie krawieckim jego właściciel powiedział memu ojcu, że marnuję czas i nigdy nie będę krawcem, ponieważ nie mam cierpliwości, aby usiedzieć na miejscu.

Po opuszczeniu warsztatu krawieckiego ojciec zabrał mnie do Przemyśla, gdzie mieszkali dwaj moi bracia, i dali mi oni pracę w sklepie z wyrobami żelaznymi. Praca w tym sklepie była bardzo ciężka i nie mogłem tego wytrzymać. Postanowiłem odejść.

Mój ojciec raz w tygodniu jeździł do Przemyśla. Wynajmował woźnicę z parą koni i przywoził do Przemyśla różne wyroby, gdzie odsprzedawał je z małym zyskiem, a w drodze powrotnej dostarczał właścicielom sklepów zamówione przez nich towary. Wszystko to było opłacane z bardzo małym zyskiem i nie wystarczało na utrzymanie.

Szukając różnych dróg zarobkowania był proszony przez niektórych ludzi o zakupienie w Przemyślu sacharyny i dostarczenie jej do Wielkich Oczu w celu odsprzedaży rolnikom. Sacharyna była nielegalnym produktem wytwarzanym w Niemczech. Gdy przywoził ją zasłanialiśmy wszystkie okna i robiliśmy małe paczuszki, a matka sprzedawała je w dzień targowy ze skromnym zyskiem. Po jakimś czasie ktoś doniósł o tym do wydziału finansowego, a inspektorzy finansowi zaczęli zatrzymywać i przeszukiwać furmankę i zabierać ten produkt.

Ojciec był wielokrotnie karany grzywną, więc przywożenie sacharyny z Przemyśla stało się prawie niemożliwe. Zdecydował się więc na przywożenie sacharyny z innego miasta, oddalonego 12 km od Wielkich Oczu. Jednak przywożenie jej stanowiło nadal problem. Byliśmy zmuszeni dokonywać tego różnymi tajnymi sposobami, aby nie dać się złapać. Każdego tygodnia musiałem pokonywać różnymi drogami wiele dodatkowych kilometrów. Ten rodzaj działalności spowodował, że byłem w żałosnym położeniu i widziałem, że jego kontynuowanie nie ma żadnej przyszłości.

Gdy mój brat Simon przyjechał na letnie wakacje powiedziałem mu, że chciałbym nauczyć się zawodu stolarza. Zgodził się ze mną, że to dobry pomysł. Porozmawiał ze stolarzem w miasteczku, a ten zgodził się wziąć mnie pod warunkiem, że rok będę pracował za darmo, a po jego upływie ojciec zapłaci pewną sumę. Potem wyjechałem do Lwowa, gdzie mieszkał mój brat, i pracowałem w fabryce mebli, gdzie nabyłem pewnego doświadczenia. Mój brat zdecydował się otworzyć własną firmę zakładając warsztat stolarski. Pracowałem z nim aż do roku 1939, kiedy to wybuchła wojna.

Nasz teren był okupowany przez Związek Radziecki. Sowieci podjęli decyzję o mobilizacji na trzy lata wszystkich urodzonych w latach 1918, 1919 i 1920. Ja zostałem zmobilizowany w październiku 1940, po czym wysłano mnie nad Morze Czarne do dywizjonu artylerii, w którym siłę napędową stanowiły konie. Byłem z końmi całe dni i noce. Było to żałosne doświadczenie, ale po jakimś czasie przyzwyczaiłem się do nich. W maju 1941 wysłano nas nad granicę ukraińską na specjalne przeszkolenie. Byliśmy tam prawie miesiąc, gdy niemiecka armia zaatakowała Związek Radziecki 22 czerwca 1941. Przerzucono nas natychmiast na linię frontu, gdzie rozpoczęliśmy walkę z wrogiem...

Issie Hoffman, Kanada, sierpień 1996

Mapa

Polecane

Zdjęcia

Słowa kluczowe