Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Teatr NN

Czym jest Pinkes?

J. Kugelmass, J. Boyarin, „From a ruined garden: The Memorial Books of Polish Jewry”, Bloomington  1998: „Czym jest Pinkes?", tłum. Wojciech Szwedowski.

Czym jest Pinkes?

Pamiętam, że słyszałem słowo pinkes wielokrotnie gdy byłem małym dzieckiem.

Na przykład, gdy niecodzienne zdarzenie miało miejsce w mieście, dorośli, komentując między sobą zwykli mawiać: ”Taka tragiczna historia powinna być zapisana w pinkes!”. Przy innych okazjach, gdy zdarzało się coś nie aż tak niezwykłego, ale niemniej jednak interesującego, nawet kobiety zwykły kończyć swoje relacje mówiąc: „To coś do zapisania w pinkes!”.

Ale czym to było, jak wyglądało i gdzie to można było znaleźć, ten pinkes wymieniany z takim szacunkiem jak coś świętego - pojęcia nie miałem i nawet w swojej wyobraźni nie mogłem sobie tego zobrazować.

Coraz bardziej kierowało mną pragnienie zobaczenia pinkesu na własne oczy, dotknięcia go własnymi dłońmi. Szczęście mi sprzyjało i moje życzenie się spełniło. A oto jak do tego doszło.

Pinkes naszego miasta, jak zapewne w innych miastach, trzymany był przez bractwo pogrzebowe (w Kowlu nazywane Towarzystwem Zmartwionych). Kiedy nowy zaufany był wybrany do dołączenia - w Simchat Tora, tak jak w innych miastach - pinkes było składane mu na ręce.

Pewnego roku mój ojciec, niech spoczywa w pokoju, chciał zostać zaufanym bractwa. Mój ojciec, Michael Zajgermakher był doskonałym kandydatem, więc czemu nie? Oczywiście! Jednak był problem: ojciec nie mógł zostać zaufanym, ponieważ na imię miał Michael.

Czemu imię to nie pozwalało mu zostać zaufanym Towarzystwa Zmartwionych? Było to zwyczajem naszego miasta - niewątpliwie zapisanym w pinkesie - że żaden Żyd, którego imię zaczynało się od M nie mógł stać się zaufanym, ponieważ słowo oznaczające ”zwłoki„, mes, zaczyna się od m.

Cóż mój ojciec mógł poradzić aby obejść ten zwyczaj? To nawet nie bycie zaufanym interesowało ojca, ale pragnienie pokazania Rab Jochanowi Fudlowi i Reb Oszerowi Szwartsowi że tego roku to on, Michael Sziter, członek ”gminnego” domu nauki został zaufanym, zamiast członków Wielkiej Synagogi.

Ostatecznie coś dało się osiągnąć. Wydaje mi się, że było jakieś ciche zebranie członków domu nauki, na którym postanowiono, że nominację dostanie Reb Szymon Zokner. Był kandydatem spełniającym wszystkie wymagania na to stanowisko. Był on jednak właścicielem i kierownikiem garbarni oraz młyna, nie miał czasu na pełnienie obowiązków zaufanego. Zostało więc zaaranżowane, że Szymon Zokner oddałby swoje faktyczne obowiązki mojemu ojcu.

Podczas Simchat Tora Reb Szymon Zokner został hucznie odprowadzony z domu nauki do swojego własnego, gdzie zebrani pili gorącą whiskey z miodem, jedli pierogi smażone z miodem i każdy się znakomicie bawił.

Wkrótce po święcie całe miasto wiedziało, że mój ojciec był prawdziwym przewodniczącym bractwa. To tak, jak gdyby mój ojciec był sekretarzem Szymona - nikt się na to nie skarżył.

Wkrótce po tym, jak poprzedni zaufany przekazał pinkes i inne ruchomości bractwa Szymonowi Zoknerowi ten natychmiast przyniósł wszystko do naszego domu, gdzie miałem wreszcie okazję zobaczyć pinkes.

Mój ojciec położył go w bezpiecznym miejscu w naszym sklepie. Pewnego dnia, kiedy nikt nie patrzył, podszedłem do szafki, w której leżał pinkes, powoli stawiając kroki mimo walącego serca, otworzyłem drzwiczki i popatrzyłem na niego. To była duża, stara księga, rozmiaru tomu Talmudu, ze żłobionymi skórzanymi okładkami naddartymi na rogach. Spomiędzy nich wyglądały szczyty pożółkłych zapisanych kart papieru.

Od samego patrzenia byłem przerażony. Sam nie wiem dlaczego się tak bałem, ale w tamtej chwili do głowy wlatywały mi wizje wspaniałych, przerażających wydarzeń które miały miejsce w naszym mieście, wydarzenia, o których mi mówiono i które z pewnością były zapisane w pinkesie. Księga wydawała mi się wyjątkowo święta i bałem się jej nawet dotknąć.

Jednak nadal nie wiedziałem, do czego była ona potrzebna, albo raczej co zawierała. Mój dziecięcy umysł płonął pragnieniem odkrycia tej tajemnicy.

Raz poszedłem do matki, niech spoczywa w pokoju, gdy była zajęta pracami domowymi, i spytałem: ”Mamo, co to jest pinkes? Do czego jest potrzebny?”

Matka spojrzała się na mnie dziwnie i powiedziała: ”Idź sobie, nie drażnij mnie tymi swoimi pytaniami!”

Innego razu poszedłem do mojej babki Kaje-Rokl, niech spoczywa w pokoju, i zadałem jej to samo pytanie. Wysłuchała go uważnie, pogłaskała mnie po głowie i powiedziała ”Lejbele, gdy, z Bożą pomocą, podrośniesz, zrozumiesz, czym jest pinkes i co jest w nim zapisywane. Teraz jeszcze nie zrozumiesz. Idź, moje dziecko, pobaw się z innymi. Idź...”

Postanowiłem zapytać mojego nauczyciela. Zwykł przychodzić do naszego domu, aby mnie uczyć od kiedy zacząłem chodzić do gimnazjum i nie mogłem chodzić do chederu. Nauczycielem, którego wynajęli moi rodzice był Reb Artshe Karliner, znakomity uczony, ale, za jego przebaczeniem, człowiek o tragicznym charakterze.

Jak miałem go spytać? Musiałem wymyślić właściwy sposób aby podejść do zagadnienia, bo nauczyciel był zawsze zły i zrzędliwy. Ktoś, kto pytał go o coś niezwiązanego z nauką ryzykował życiem.

Wpadłem na plan. Wiedziałem, że był wielkim miłośnikiem herbaty. Pewnego razu kiedy przyszedł mnie nauczać i mojej matki nie było w domu wstałem i powiedziałem: ”Rebe, czy chciałbyś, abym Ci nalał szklankę herbaty?"

”Oczywiście, przynieś mi ją. Ale uważaj, by się nie sparzyć!” - ostrzegł.

W drżących dłoniach przyniosłem mu herbatę i ostrożnie zapytałem: ”Rebe, czym jest pinkes? Co tam jest zapisane?”

Nauczyciel, nie zabierając dłoni ze szklanki nad którą się pochylał i pociągał łyk za łykiem z wielką przyjemnością, wyrażaną głośnym ”Aaaaach„, odpowiedział mi starannie dobieranymi słowami w dialekcie litewskim:

”Pinkes, Lejbele, to księga w której wszystkie wyjątkowe zdarzenia i sytuacje mające miejsce w mieście są zapisywane, tak dobre, jak i, Boże zachowaj, nie tak znowu dobre”. Kontynuował powoli, po każdym zdaniu pociągając łyczek: ”Dobre rzeczy są zapisywane, aby przyszłe pokolenia uczyły się z nich, jak dobrze się zachowywać i czynić. Złe rzeczy, które się wydarzają, oby jak najrzadziej, są zapisywane, aby ludzie wiedzieli, aby ich nie dokonywać, oraz po to, by Najwyższy miał na nas litość i sprawił, by nic złego nas w przyszłości nie spotkało. Amen”.

Teraz, w związku z publikacją Pinkas Kovel, przypomniałem sobie ten epizod z dzieciństwa. Przypomniałem sobie stary pinkes z naszego miasta, który widziałem w domu rodziców i którego tak starannie i w miłością strzegli. Jestem pewien, że my, społeczność Kowla, gdziekolwiek się znajdziemy, będziemy wiedzieli, jak oceniać wartość opublikowanego pinkesu. Zachowamy go jako drogocenny i święty przedmiot o takiej samej ważności a nawet świętości, z jaką Żydzi z Kowla zachowywali przez tyle pokoleń pinkes naszego miasta.

Ponieważ, ku naszej wielkiej stracie i boleści, ten Pinkas Kovel to jedyne, co pozostało z naszego ukochanego miasteczka.

Mapa

Polecane

Zdjęcia

Słowa kluczowe