Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Teatr NN

Wspomnienia Jana Bułhaka o Horodyszczu

Jan Bułhak, Kraj lat dziecinnych, Gdynia 2003, s. 196-197.

Wspomnienia Jana Bułhaka o Horodyszczu
Szkoła i dom wycieczkowy w Horodyszczu, 1936, fot. Henryk Poddębski, zbiory Biblioteki Narodowej - www.polona.pl

Z Tuhanowicz udawaliśmy się zwykle do cioci Idalki do Skrobówka, ale przedtem zajeżdżaliśmy do Horodyszcza, gdzie matka miała zawsze coś do załatwienia. Było to malutkie miasteczko, położone na górze, właściwie jedna ulica z rynkiem pośrodku i cerkwią przerobioną z zabranego po powstaniu kościoła. W rynku było pełno żydowskich sklepików z „chłopskim" towarem, to jest z żelazem, naftą i śledziami, a wśród nich prym trzymał sklep Fejgi, największy i najdostatniejszy, gdzie obok wymienionych przedmiotów można było dostać czekolady, krawatów, bakalii, soli glauberskiej oraz najnowszych plotek z całego sąsiedztwa Horodyszcza. Fejga stanowiła nieoficjalną reprezentację miasteczka i każdy przyjeżdżający musiał zajść do jej sklepu i rachował się z nią więcej niż z samym panem „sprawnikiem" - przedstawicielem rosyjskiej władzy urzędowej. Miała ona oczywiście męża i synów, ale ci tworzyli tylko dodatek i zostawali zwykle na drugim planie, a na pierwszym stale wysuwała się zachłanna indywidualność pani kupcowej, grubej, niskiej, pękatej, zawsze odświętnie wystrojonej w atłasową brązową perukę i ogromne złote kolczyki. Fejga była obdarzona nie tylko talentami handlowymi, ale i zmysłem dyplomatycznym: znała wszystkich w powiecie, wiedziała o każdym to, co było potrzebne, żeby mu wygodzić, a samej skorzystać, żyła ze wszystkimi w dobrej komitywie, wyróżniała ziemian, a chociaż w swoim kramie jawnie zajmowała się niby tylko drobnym handelkiem, ale po cichu pożyczała pieniądze na lichwiarskie procenty i skupowała za bezcen zboże na pniu. Tak, wypełniając  z powodzeniem liczne funkcje społeczno-handlowe, królowała mnogie lata za swoją ladą z sosnowych desek obitych zardzewiałą blachą i gruntując swój dobrobyt wśród naftowo-śledziowych oparów, mogła nie bez racji uważać siebie za punkt centralny horodyskiej krainy. Istotnie w dni targowe jej kramik wyglądał po prostu jak zebranie klubowe, a pani przewodnicząca obdzielała łaskawie obecnych obleśnymi uśmiechami swej czerwonej wypasionej twarzy. Dzieci hojnie częstowała cukierkami i głaskała pod brodę z protekcjonalnym gestem, co mnie zawsze przerażało i odbierało gust od cukierków.

Mapa

Polecane

Zdjęcia

Słowa kluczowe