Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Teatr NN

Wspomnienia o Bundzie w naszym mieście

Wspomnienia o Bundzie w naszym mieście, „Księga Pamięci Kowla", Tel Awiw 1959. Tłumaczenie i opracowanie Yaron Karol Becker.

Wspomnienia o Bundzie w naszym mieście

A. Pierwsza szkółka żydowskiego socjalizmu w Kowlu

Opracowane tu w skrócie (przy zachowaniu specyficznego, odrobinę romantyczno-rewolucyjnego stylu) wspomnienie jest ciekawym świadectwem tego, jak zmieniał się charakter żydowskiego miasteczka otwierającego się na narodowe i socjalistyczne idee. Pokazuje też, jak proces proletaryzacji Żydów zmieniał ich postawy ideowe, tworząc wśród mieszkańców „sztetla” wzbierający ferment rewolucyjny. Autorem wspomnienia jest Yehuda Miller, który umieścił swój tekst w księdze Izkor Book - Księdze Pamięci o Kowlu.

W 1902 r. wrócił z Odessy mój starszy brat – Iser, nauczyciel hebrajskiego, socjalista i członek Bundu. Przyjechał do Kowla z wyraźnym zamiarem „zasadzenia drzewa socjalizmu w ziemi Kowla”. W tym celu wynajął trzypokojowe mieszkanie, w którym otworzył szkołę języka hebrajskiego. Pozornie, na zewnątrz, była to tylko szkoła języka hebrajskiego, jednak faktycznie uczono w niej także rosyjskiego. Wieczorem mieszkanie służyło jako lokal dla klubu spotkań żydowskiej młodzieży socjalistycznej. Wraz z otwarciem tej szkoły, w 1904 r., rozpoczyna się więc okres działalności Bundu w mieście. Tak właśnie zostało „zasiane nasienie socjalizmu w ziemi Kowla” – pisze Yehuda Miller.

Wieczorami i po nocach odbywały się tu dyskusje i spory na temat żywotnych problemów socjalistycznego żydowskiego świata. Bund w Kowlu miał zaszczyt gościć najwybitniejszych działaczy tej organizacji, np. Wladimira Medema oraz Litwaka. Medem wygłosił po rosyjsku wykład „Mieńszewizm i Bolszewizm”. Dyskusja po jego prelekcji trwała do późnych godzin nocnych.

W 1907 r. odbywały się także burzliwe debaty między Bundem a partią Syjoniści Socjaliści. Ze strony Bundu występował jeden z jego przywódców, używający konspiracyjnego imienia Dawid, a Syjonistów Socjalistów reprezentował Szlomke Charon. W jego domu zebrało się ponad 100 osób. Spór był bardzo zawzięty. Dawid, który cieszył się talentem retorycznym, pokonał swoim bombastycznym stylem Szlomke. Ten, kiedy się uspokoił, ale wciąż jeszcze był zarumieniony i z wypiekami na twarzy, powiedział swojemu antagoniście: „Zwyciężyłeś mnie, lecz nie podważyłeś fundamentu syjonistycznego-socjalistycznego światopoglądu. Na murach historii wypisany już jest wyrok zagłady Bundu, a idea syjonizmu będzie wiecznie żyć. Nie ma dla nas miejsca w diasporze. Musimy wrócić do naszej ojczyzny i walczyć o realizację socjalizmu w naszym kraju, na naszej ziemi”.

Pamiętam, że wśród pierwszych, którzy przyłączyli się do Bundu był Jechiel, syn szamasza, poza tym także syn rabina Goldszmita oraz Szajke, syn Chazana (Kantora) i inni. (Ciekawe, że właśnie wśród nowych adeptów „Bundu” pojawiają się synowie pochodzący z religijnych, uduchowionych domów, a inni rekrutują się z bogatszych rodzin Kowla np. wspomniany Szlomke, syn najbogatszego młynarza, który miał dom mogący gościć 100 osób. To religijne tło tłumaczy w pewnej mierze wielką ideowość i prawie religijne oddanie późniejszych żydowskich socjalistów i komunistów oraz – z drugiej strony – dogmatyzm i fanatyzm części z nich).

Po pewnym czasie przyłączyła się do „Bundu” także część uczącej się młodzieży. Z organizacją sympatyzowały studentki: Adela Gorberg i Mania Rodman, a także Julia Licht i Boria Appelboim.

B. Zrzeszanie robotników żydowskich i pierwszy strajk

Miller stara się wytłumaczyć ekonomiczne tło wpływu Bundu na proces przenikania idei socjalistycznych do Kowla i podaje dużo danych o zakładach lekkiego przemysłu w Kowlu. Zaczyna jednak od opisu doli żydowskiego robotnika i cytuje Mendele Mocher Sfarima, ojca żydowskiej literatury w języku jidysz i nowoczesnej hebrajskiej literatury:

„Tak jak Żydzi pośród narodów świata, tak byli rzemieślnicy pogardzani i poniżani wśród Żydów” – powiedział Mendele Mojcher Sforim. I dodaje Miller, że faktycznie żydowski robotnik był w mieście skrajnie poniżony i pracował od świtu aż do północy.

Miller wymienia zakłady pracy (wszystkie w rękach żydowskich) które istniały w Kowlu: dwie olejarnie, dwa młyny, browar piwa, dwie cegielnie, fabryka skór, warsztat krawiecki męski i damski, przedsiębiorstwo budowlane, kilka gorzelni i stolarnia. Oprócz tego, funkcjonowały także chałupnicze warsztaty malarzy i stolarnie w których za mizerną płacę zatrudniano 2–3 robotników.

Sytuacja zaczęła zmieniać się właśnie od branży budowlanej. W roku 1905 rozpoczęła się budowa dużych domów w Kowlu. „Nie było wtedy w mieście fachowców budowlanych na wystarczająco profesjonalnym poziomie” – mówi Miller. „Sprowadzono więc murarzy z Brest-Litowska (Brześcia po polsku, a w jidysz Brisk). To byli Żydzi i oni właśnie uczyli nas fachu murarskiego. W robotach specjalnych przy budowie domów bez tynku zatrudniali «kacapów» rosyjskich, wyspecjalizowanych w tym stylu budowy.

W tym czasie zacząłem się uczyć murarstwa i należałem do cechu murarzy – mówi Miller. Na swojej skórze poczułem, co znaczy być robotnikiem. Warunki pracy były nie do zniesienia. Pracowaliśmy 12 godzin dziennie, od godziny 6. rano do 6. po południu.

Zaczęliśmy myśleć o poprawie warunków pracy i chcieliśmy zainicjować jedną ze sprawdzonych metod walki o poprawę bytu – strajk. Zebraliśmy wszystkich rosyjskich murarzy, uczyliśmy ich, jak się zrzeszyć w jeden związek i zażądaliśmy wprowadzenia dziewięciogodzinnego dnia pracy. Pracodawcy nie chcieli nawet słyszeć o tym. I pewnego jasnego dnia zaczął się strajk w całym resorcie budowlanym. Po trudnej i długiej walce pracodawcy poddali się, przyjęli nasze żądania i zaczęliśmy pracować tylko 9 godzin dziennie”.

Strajk murarzy zrobił ogromne wrażenie na całym mieście. Żydowscy robotnicy, którzy pracowali po dwóch lub trzech w chałupniczych warsztatach, także zażądali swych praw. „Zaczęliśmy ich zbierać, organizować i w ciągu krótkiego czasu zawiązał się liczący 400. robotników związek zawodowy ślusarzy, stolarzy, murarzy, nawapniaczy i malarzy. Wynajęliśmy mieszkanie, w którym – dla niepoznaki – urządziliśmy kawiarnię. Tu zbieraliśmy robotników dwa razy w tygodniu: poza sprawami organizacyjnymi zaczęliśmy pracę agitacyjną na rzecz Bundu.

Muszę zaznaczyć jako fakt historyczny, że aż do pojawienia się Bundu, robotnik żydowski w Kowlu nie czytał żydowski ani gazety i ani świeckiej książki. Pojedynczy czytali „Hamelic” (hebrajską publikację) lecz szerokie masy robotników nie miały pojęcia o gazecie. Nasza agitacja wyrażała się właściwie w dostarczaniu do miasta nielegalnej prasy. „Literatura nielegalna przybywała z Genewy na Berdyczów. Stamtąd do Równego i dalej do Kowla. Oprócz agitacji pisemnej była i agitacja ustna. Do Kowla przyjeżdżali od czasu do czasu wykładowcy i przewodnicy z Żytomierza i Berdyczowa.

C. Powstanie Samoobrony

„Było to podczas wojny rosyjsko-japońskiej. Kowel był stacją tranzytową dla wojska i obawialiśmy się, że rezerwiści jadący na front poprzez Kowel dokonają na nas pogromów. Dlatego przygotowaliśmy się i stworzyliśmy samoobronę”. W sztabie samoobrony uczestniczyli przedstawiciele Bundu syjonistów-socjalistów i syjonistów. Wielu miejscowych mieszkańców ewakuowało się z miasta, a inni – członkowie żydowskiej samoobrony z Brześcia, Berdyczewa, Równego i Łucka – licznie przybyli do Kowla z obawy przed pogromami. „Zebraliśmy pieniądze i kupiliśmy broń. Podzieliliśmy miasto na kilka rejonów i w każdym z nich znajdowała się drużyna doświadczonych strażników z samoobrony. Ja byłem łącznikiem między różnymi rejonami. W Kowlu rabinem był wtedy niejaki Bryk. Jego sekretarz był moim przyjacielem , który się zgodził ukryć broń w domu rabina bez jego wiedzy. Byliśmy jednak zmuszeni zabrać ją stamtąd zapakowaną w paczki po dziesięć pistoletów w każdej”. W końcu właściciel lasu w okolicach Kowla Mosze Waintraub, który pomimo swego bogactwa był członkiem Bundu zgodził się na zakopanie broni w jego lesie.

D. Rok 1905 w mieście

Wydarzenia 1905 r., które spowodowały uwięzienie moje i jeszcze kilku innych członków Bundu, związane były z demonstracją zorganizowaną w ślad za „pochodem Gapona” i która  skończyła się przelewem krwi.

Krwawy dzień 9 maja w Petersburgu wywołał falę protestu i demonstracji w całym imperium carskim przeciwko zbrodniczemu reżimowi rosyjskiego cara. Bund w Kowlu postanowił także zorganizować demonstrację. Komitet organizacyjny obradował całą noc nad planem pochodu. Wszyscy robotnicy w mieście wiedzieli o zbliżającej się demonstracji. Nad ranem wyszliśmy na miasto i oto ulice są pełne żołnierzy. Powiedziałem Griszy, który był członkiem komitetu organizacyjnego: „daj mi swój brauning”. Po czym zacząłem uciekać w kierunku mojego domu żeby ukryć rewolwer i nielegalną literaturę, która była w moim posiadaniu. Droga wiodła przez domy zamieszkałe przez chrześcijan, którzy wiedzieli o moim uczestnictwie w organizowaniu demonstracji. Zatrzymali mnie i oddali w ręce żołnierzy, ci przekazali mnie policji w miejscowym posterunku jako aresztowanego. A stamtąd do więzienia. Tam nasi towarzysze z zewnątrz postarali się  po przekupieniu policjantów zaopatrzyć nas w jedzenie i literaturę do czytania. Za przechowywanie konspiracyjnej prasy groziła kara wygnania na Syberię.  W tamtych czasach słowo Sibir miało dla szczególnie pociągający czar – tam zsyłano najwybitniejszych przywódców  socjalistycznych. I byli wśród nas nawet tacy którzy „tęsknili za Syberią” bo była ona wtedy Mekką świata rewolucjonistów. Pamiętam z więzienia z szczególną wdzięcznością państwowego lekarza Tatara który odwiedzał nas w długim czarnym płaszczu, rozpinał go i częstował nas łakociami, dodając pocieszające słowa: „Jestem z Wami potajemnie i niedługo nastąpi klęska  cara”.

Zacząłem przygotowywać się do śledztwa. Postanowiłem, bez względu na konsekwencje, przyznać się do przynależności partyjnej w Bundzie. Po trzech i pół miesiącach komisja śledcza z Kijowa rozpoczęła przesłuchiwania.

Byłem przesłuchiwany jako pierwszy. Pierwsze pytanie, które mi zadano dotyczyło przynależności do partii. Potwierdziłem. I kiedy prokurator zapytał mnie do jakiej odpowiedziałem do partii murarzy. To zdziwiło prokuratora i głośnym szeptem do ucha komendanta policji rzekł: „Kogo żeście do wszystkich diabłów aresztowali, przecież ten aresztowany nie wie nawet, co to jest partia polityczna”. I tak, korzystając ze zwątpienia prokuratora, zostałem zwolniony aż do sądu. Mojemu towarzyszowi Lindbergowi powiodło się o wiele gorzej. Zaplątał się w odpowiedziach które mu zadawano i został skazany na półtora roku więzienia. Warunki tam widocznie były bardzo złe, ponieważ wychodząc z więzienia był już chory na gruźlicę. Więcej go nie widziałem.

Mapa

Polecane

Zdjęcia

Słowa kluczowe