Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Teatr NN

Sz. J. Agnon, Miecz Dobisza

Sz. J. Agnon, Miecz Dobisza, tłum. P. Paziński, [w:] „Midrasz. Pismo żydowskie” 2014 nr 3 (179), s 75.

Sz. J. Agnon, Miecz Dobisza

Dobisz był hersztem rozbójników. Siedzieli całą bandą wysoko w Karpatach i stamtąd wypatrywali wędrowców. Wielu było towarzyszy Dobisza, ale jeden Dobisz nad nimi. napotkał ich podróżny – ledwie wyznał grzechy, już leżał nieżywy, bo nim padł od miecza, zdążył umrzeć ze strachu. Każdy rozbójnik miał w sercu odwagę, ale hersztowi nie mógł dorównać, ponieważ to Dobisz był jego dowódcą, i to on dzierżył miecz, który dostał od Anioła Śmierci. Sąsiadów jednak nie gnębił, i pokój panował między Dobiszem a mieszkańcami wsi wokół Kołomyi, albowiem posyłali mu cenne dary. On żył z nimi dobrze i oni nie zaznali szkody, i tak wszędzie, gdzie pojawił się Dobisz i jego ludzie.

I stało się pewnego razu, że nadeszła zima, nikt nie przynosił darów i głód zapanował na kwaterze. w góry nie wychodzono, śnieg zasypał drogi, i żaden podróżny nie przejeżdżał w pobliżu. I siedzieli rozbójnicy, ślina zamarzała im w ustach, a brody mieli jak sople lodu. i przeklinali swój los i matki, które ich porodziły. Mówili: na co nam przyszło? [...] I mówili jeden do drugiego: po co mamy tu siedzieć, na śmierć czekać? Napadnijmy na jakieś miasto. Pokrzepimy duszę i nie umrzemy. Postanowił Dobisz napaść nocą na Kołomyję, zebrali się wieczorem i poszli. A gdy dotarli na skraj Kołomyi, ujrzeli światło w każdym domu. I powiedzieli: chodźmy prędko, w mieście jest pełno jedzenia, albowiem dzisiaj jest szabat u Izraela. I tak weszli do Kołomyi.

A była Kołomyja pełna wszelkich dóbr i mieszkało w niej wielu Żydów, którzy byli kupcami. I w każdym domu światło: jedzą, piją, radują się. Spojrzał Dobisz na Kołomyję i rzekł: każdy człowiek na ziemi ma stół i piec, tylko my nic nie mamy. I odpowiedzieli mu jego kamraci: Nie wzdychaj tak, Dobisz, przecież właśnie dotarliśmy do miasta, zaraz najesz się chały i napijesz się wina. Brzuch napełnisz, a twoje usta nie nadążą z połykaniem jadła, taka jest jego obfitość. Powiedział więc Dobisz: bracia, idźmy rabować! I uniósł swój miecz nad nad Kołomyją. A w mieście był wówczas rabi Arie.

I przyszedł Dobisz napierw do domu rabiego Arie, a to dlatego, że dom ów znajdował się na samym krańcu Kołomyi. I strach padł na zgromadzonych przy rabim Arie i uciekli wszyscy w popłochu, tylko rabi Arie stał przy stole i odmawiał błogosławieństwo nad winem.

Powiedział Dobisz do rabiego Arie: Czemu tak stoisz? Rabi Arie nie odezwał się ani słowem, bo właśnie się modlił. Dobisz uniósł rękę, sięgnął po swój miecz i uderzył rabiego Arie w rękę. A wtedy z kielicha spadło na ostrze kilka kropel wina i nie mógł Dobisz poruszać mieczem. Próbował razi drugi - na nic to się nie zdało. Nie wiedział, że miecz stracił swoją moc i przez całą noc sobotnia i i cały dzień, aż do odejścia szabatu, leżał bezwładnie i nie można było go podnieść. A rabi Arie siedział na krześle, wypił wina, obmył ręce odmówił błogosławieństwo nad chlebem, dał kawałek Doboszowi i jedli. A Dobisz pobłogosławił rabiego Arie i odszedł.

I kiedy Dobisz napił się i najadł , wstał i wrócił w góry razem z towarzyszami. Łupili każdego, kogo napotkali po drodze. Albowiem dzielni byli chłopcy Dobisza, a on sam dzierżył miecz, który dostał od Anioła Śmierci. I nie odpoczywali ni w dzień ni w nocy. Tak było od szabatu do szabatu, bowiem wraz z błogosławieństwem wina miecz Dobisza stawał się ciężki, ponieważ spadły na niego krople z wina kielicha rabiego Arie. I dlatego nie udało się go podnieść w dzień szabatu.


Opowiadanie Miecz Dobisza (Cherew Dobisz) pochodzi ze zbioru Sipurei Polin (Opowieści z Polski).  

Słowa kluczowe