Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Projekt "Shtetl Routes" ma na celu wsparcie rozwoju turystyki w oparciu o żydowskie dziedzictwo kulturowe pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy.

 

Teatr NN

Trzy twarze rabina

Yaakov Kleinman, Trzy twarze rabina, „Księga Pamięci Bychawy", Bychawa Organization in Israel 1968. Tłumaczenie i opracowanie Yaron Karol Becker.

Bychawa, woj. lubelskie. Rynek.
Bychawa, woj. lubelskie. Rynek. (Autor: Gawarecki, H.)

Sztrajmel, kapelusz i jarmułka

Następną postacią bychawską, która przyciąga naszą uwagę, jest wnuk wielkiego cadyka, Jehudi Hakadosz, oficjalnie Rabin Jaakov Icchak Rabinowicz Chone Po Bechawe. Jego wierni nazywali go zdrobnieniem drugiego imienia: Rebe Icikł. Rzecz ta świadczy o wielkiej sympatii, którą był darzony przez swoich wyznawców.

Rabi Icikł miał duży dom, którego większa część służyła jako Dom Nauki, czyli Beit  Hamidrasz.  W piątkowe wieczory, po ciężko przepracowanym tygodniu, zbierali się w nim prości ludzie spragnieni strawy duchowej, Tory. Byli to przeważnie rzemieślnicy, handlarze końmi oraz wędrowni sprzedawcy towarów użytkowych. Po modlitwie mincha otwierały się drzwi od prywatnej części domu rabina i przed wierzącymi pojawiała się niewysoka postać z czarną brodą, poprzetykaną siwymi pasmami, odzianej w jedwabny chałat lub czarną kapotę, z czapką sztrajmel na głowie. Była to – jak poświadcza autor wspomnienia, Yaakov Kleinman, który w dzieciństwie spędzał wiele godzin w pobliżu Rebe Icikł – jedna z jego trzech podstawowych hipostaz. A każda z owych hipostaz była odrębnym  światem.

A więc w hipostazie sztrajmel, opowiada Kleinman, Rebe funkcjonował w okolicznościach uroczystych, świątecznych. Wtedy, gdy zastawiał tisch dla swoich chasydów lub przyjmował swoich wiernych na osobistą rozmowę, po tym jak jego szamasz (podrabinek) wydawał petentom karteczki. Podczas rozmowy Rebe przebywał sam na sam ze swoim rozmówcą. Nawet szamasza Israelczi obowiązywały zasady dyskrecji, dlatego w takich sytuacjach stał na zewnątrz, u drzwi. Na ogół proszono rabina o błogosławieństwo i radzono się w problemach egzystencjalnych, dotyczących środków utrzymania, chorób, życia intymnego, np. jakaś kobiecina dzieliła się swoimi curesami rodzinnymi, wybuchała płaczem, a Rebe słuchał, zadawał pytania. Potem błogosławił ją na drogę mówiąc: „Idź w pokoju, Bóg pomoże” i wstawał, dając tym samym znak, że kolej na następnego wiernego.

Kleinman wspomina, że za każdym razem, gdy jego rabin nakładał sztrajmel na głowę, od razu odczuwał atmosferę grozy i bojaźni. Zupełnie inaczej odbierał obecność (biopole) swego cadyka, kiedy ten nakładał na głowę czarny kapelusz, tak bardzo pasujący do czarnej kapoty. Wówczas Jankele nazywał go „wielkim łobuzem Izraela”. Działo się to np. podczas spaceru w ogrodzie lub podczas wizyty Rebe u jednego z chorych chasydów, a także, kiedy szedł do mykwy i zabierał z sobą swego młodego wyznawcę. Opowiadał po drodze żartobliwe i pouczające historie o cudach w raju oraz o dobrym dla cadyków życiu w niebie. Dużo się śmiał i często jak by sam z sobą rozmawiał, rozmyślał wówczas na głos o życiu ludzkim, o młodości i starości zwracając się do swego towarzysza: „drogi mały Jankele”.

Zupełnie inną twarz pokazywał, kiedy zostawał w samej jarmułce na głowie. „Wtedy czułem że jest moim towarzyszem” – pisze Kleinman. Jego twarz stawała się młodzieńcza, a w jego oczach błyskały ogniki ironii i dobrego humoru. Było to przeważnie w piątek, w godzinach przedobiednich, kiedy przygotowywał rybę na sobotnią wieczerzę. Krajał ją na drobne kawałki, przyprawiał i opowiadał dowcipy, a dodając mąkę macową, cebulę, objaśniał rabinowej – patrząc na zegar – ile czasu ryba powinna się gotować. Wtedy mówił mi, że kiedy Mesjasz przybędzie, przygotujemy danie rybne na sobotę z wieloryba – Lewiatana.

W tym jarmułkowym nastroju przebywał także wtedy, gdy zaparzał mocną, aromatyczną herbatę „Wysocki”, po modlitwie Hawdala przy „pożegnaniu soboty”. Był wówczas w otoczeniu  nielicznych, tylko bliskich mu osób, wyciągał swoje skrzypce i grał na nich, śpiewając pieśń modlitewną opiewającą koniec soboty. 

Jak się rodzi świętość?

Podczas trwania jednego takiego domowego nastroju, spacerując  w ogrodzie, mały Jankele dość zuchwale zapytał swego mentora Rebe Icikł: na czym polega świętość? Chłopiec sformułował pytanie następująco: „Dlaczego chasydzi zwracają się do Pana per Święty Rabinie, a ja żadnej świętości tu nie widzę?”. Rebe Icikł ani się zdziwił, ani był zniesmaczony. Powiedział tylko: „przyjdź, łobuzie, jutro popołudniu, odpowiem Ci”. I Jankełe do dzisiejszego dnia pamięta, jak Rebe w szlafroku i w sandałach (i oczywiście w jarmułce), przechadzając się po ogrodzie, tłumaczył mu sekrety świętości. Oto owo opowiadanie w opowiadaniu, do którego niezwłocznie przechodzimy:

„«Wiesz chyba Jankele, że Żydzi mieli kiedyś swoją ziemię?»  «– Tak, Rebe». «I że mieli swoją świątynię, Beit Hamikdasz» «– Tak, Rebe». «I że mieli w świątyni kohenów (kapłanów) oraz lewitów (posługę)?» «Tak, rebe odpowiedziałem». «A kiedy Żyd dokonał jakiegoś wykroczenia prawa, powinien był złożyć ofiarę Bogu, wiesz o tym prawda?» «– Tak, rebe. Uczyłem się o tym w chederze». «I wyobraź sobie – tu zaczął mówić szeptem, jakby do siebie – chłopa gdzieś tam, w Górnej Galilei, który zgrzeszył jakimś przestępstwem. I co zrobił? Zaprzągł swego osła do wozu, załadował cielę i ruszył do Jerozolimy. Jechał kilka dni, w upalne gorąco lato lub w chłodną zimę. W każdej miejscowości, przez którą przejeżdżał, był wyśmiewany. Dokładnie tak, jak u nas, kiedy Żydzi wiejscy przybywają do miasta. A kiedy zmęczony i wyczerpany, z pomocą boską, dotarł do Jerozolimy,  rozpoczęła się nowa historia. Na podwórzu Świątyni trzeba było czekać w kolejce. Ludzie, którzy przybyli z wszystkich zakątków kraju, czekali w kolejce do ołtarza. I kiedy nareszcie nastała kolejka tego wieśniaka i złożył swoją ofiarę, czuł wszystkimi swoimi członkami, że jego grzech został zmyty, ponieważ sam Pan Bóg tworzył w świątyni  atmosferę obecności Świętego Ducha. Natomiast jeżeli jerozolimczyk dokonał jakiegoś lekkiego grzechu i chciał złożyć ofiarę, szedł wieczorem do najbliższego znajomego kapłana i pytał go, jaka będzie najwygodniejsza godzina, żeby przyjść ze swoja ofiarą. Kapłan marszczył swoje czoło i decydował szybko: «Jutro między czwartą a szóstą». Nazajutrz przychodził ów jerozolimczyk o umówionej godzinie i cała procedura złożenia ofiary kończyła się w ciągu 15 minut». Rebe zamilkł na chwilę i zapytał: «No powiedz mi, jakie przeżycie  świętości mógł odczuć człowiek z Jerozolimy w Beit Hamikdasz w Świątyni? Teraz sam zrozumiesz, że człowiek który przybywa do rabina z daleka, z miasta czy z odległej wsi, musi czekać w kolejce u szamasza, żeby otrzymać karteczkę z prośbą o przyjęcie, a w międzyczasie nadchodzi godzina poobiedniej modlitwy i musi przenocować w mieście cadyka. No i właśnie po tych wszystkich trudnościach wychodzi od rabina w poczuciu świętości i wzniosłego nastroju... A ty, łobuzie żydowski Jankele, wchodzący i wychodzący swobodnie do mego domu, nic takiego nie możesz widzieć i nie możesz odczuć» – powiedział rebe i uszczypnął mnie w oba policzki”.              

Słowa kluczowe